Skip to main content

Posts

Showing posts from November, 2013

Już jestem na tak- Sheinside

Dzisiaj po raz drugi wracam do tematu współprac. A dlaczego znów poruszam ten temat? Ponieważ zmieniłam zdanie!
 Odkąd tylko pamiętam wszelakie formy współpracy pomiędzy blogerem, a dana firmą źle mi się kojarzyły. Miałam, może nie żal, ale lekkie pretensje do właścicieli blogów, które czytam, iż zaczęli coś reklamować lub "dostawać". Zawsze negatywnie myślałam, że autor bloga nas wykorzystuje, ma nas "gdzieś" i tak na prawdę blog dla niego to tylko "sposób na kasę"    ...ależ nie! No dobra... na pewno i tacy blogerzy się znajdą- jak wszędzie, ale nikt kto się gdzieś wybił i jakoś liczy się w blogsferze, nie zaczął pisać dla wartości materialnych. Każdy kto pisze bloga dłużej niż rok, robi to bo to lubi, a nie bo coś z tego ma. Do bloga trzeba mieć odpowiednie serce...  cierpliwość, dużo czasu, kreatywności, nie raz i pieniędzy, ale często to i tak nie wystarcza, dlatego trzeba mieć w sobie to "coś". Tą potrzebę dzielenia się swoim zd…

Wracamy, wspominamy, zmieniamy.

Przychodzą czasem takie dni, momenty.. wieczory, w których płaczesz- śmiejąc się. Wspominasz coś co dało Ci tak wiele szczęścia i chcesz by wróciło, ale nie wróci. Bywa, że te najgorsze dni, stają się najlepszymi, bo dopiero z czasem potrafimy docenić.
Poezją jest dostrzec radość teraz, dzisiaj, a sztuką jest być świadomym szczęścia. Przecież ten wieczór możemy wspominać ze łzami w oczach jutro. Tego wieczora możemy pragnąć całe życie, ale teraz nie potrafisz tego rozumieć... nie potrafisz zobaczyć.

Odłóż na chwile wszystko co teraz robisz, słuchasz i zadaj sobie dwa pytania- Czy pamiętasz jakiś dzień, który zaliczysz do tych piękniejszych w życiu... może najpiękniejszych? I czy ten dzień był wspaniały dlatego bo wygrałeś na loterii?, najadłeś się słodyczy? spotkałeś sławnego celebrytę? Pewnie... na pewno nie! Ten dzień był 'zwyczajny'- zaczął się jak każdy inny, jak  każdy  kolejny  dzień,  których  miałeś  już  tysiące i których zapomniałeś... a jednak go pamiętasz

Francuskie śniadanie dla leniuchów" to wbrew pozorom nie przepis

"Francuskie śniadanie dla leniuchów" to wbrew pozorom nie przepis, a sposób jak zacząć dzień pysznie, szybko i w francuskim stylu. Mnie nigdy nie zadowalały zwykłe kanapki i zaczęłam kombinować... w obroty poszło gotowe ciasto, owoce/dżem, a nawet budyń. Cała filozofia polega na tym aby wyciąć dowolne kształty z ciasta francuskiego, nałożyć na nie dżem/owoce czy co tam lubicie, dokładnie skleić, by podczas pieczenia nic nam nie uciekło i piec przez ok 20 min w 180 stopniach (ja to zawsze robię na wyczucie). Z doświadczenia poradzę Wam, że dobrze zaopatrzyć się w taki wynalazek jakim jest papier do pieczenia i przykryć jak kołderką nasze pyszności... zapobiega to przypieczeniu grzbietu uniemożliwiając  wyrośnięcie.  :)




Czasem warto urozmaicić sobie śniadanie, by życie nie było tak monotonne ;) Ja próbuje temu zapobiec na każdy możliwy sposób. Mała odmiana a cieszy ;)